Blog > Komentarze do wpisu

Organizowanie imprezy z okazji 90tych urodzin łatwe nie jest.

Gdy miałyśmy już w miarę gotowy plan, odezwało się rodzeństwo mamy sugerując, żeby babci niespodzianki nie robić. Uwaga słuszna, biorąc pod uwagę to, że babcia ostatnio podejrzewa wszystkich dookoła o różne spiski. W kuchni nie mogę porozmawiać z mamą, bo babcia zaraz myśli, że o niej rozmawiamy, albo coś w tym guście. Więc racja, lepiej nie ryzykować babcinego focha, że imprezę zorganizowało się bez jej udziału.

Kolejną sugestią było to, żeby impreza się odbyła w jakimś lokalu, ze względu na większą ilość miejsca. To też słuszna uwaga, ale do pomysłu trzeba jeszcze przekonać jubilatkę. Z tym już gorzej.

Wymyśliliśmy taktykę, niemal zdanie po zdaniu było przemyślane. Babcia na początku się absolutnie na nic nie zgadzała, żadnej imprezy, najwyżej jak kto chce to niech zadzwoni. Ostatecznie dała się przekonać do obiadu w pobliskiej restauracji, co uznaliśmy niemal za cud.

Ale nie, cudów nie ma. Babcia dzisiaj wszystko odwołała. Tymczasem ciotki już się dogadały i chcą wpaść we wtorek, żeby ustalić finansowe szczegóły...

Aaaa! Tupnęłabym sobie, ale nie mogę. Jak babcię przekonać, nie wiem. Dziś tylko wyczułam, że zmieniła zdanie, bo słabo się czuje. Podpowiedziałam jej jak można pogodzić jedno z drugim, tzn co zrobić, jeśli impreza nie zostanie odwołana jednak, ale w dniu imprezy babcia nie będzie w stanie jechać do restauracji. Zostawiłam jej to do przemyślenia, nie naciskałam, bo mogłoby to przynieść całkiem odwrotny efekt.

Myślałam, ze przed moim wylotem uda mi się dopiąć z restauracją najważniejsze szczegóły, a tu się okazuje, że nie wiadomo czy w ogóle jest co dopinać. Babci trzeba dać jeszcze trochę czasu, ale też za dużo nie można, bo tuż przed 'godziną W' nie znajdziemy restauracji w pobliżu na tyle osób, żeby spełniała wszystkie warunki (wyłączone pomieszczenie, 2 toalety dla pań, projektor, miejsce dla dzieci i jeszcze parę innych dupereli).

I znowu przy tej okazji widzę moje zapędy. Ciężko mi iść na kompromis. Albo jest po mojemu, albo się obrażam niemal i zabieram zabawki z piaskownicy. Jakoś strasznie przywiązuję się do moich pomysłów i zapominam, że lepsze nie jest wrogiem dobrego.

Uparty byk ze mnie.

niedziela, 13 stycznia 2013, kreseczka78

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/01/13 20:01:25
Lepsze nie jest wrogiem dobrego, ale jest wrogiem gorszego.
Wiesz, też przyzwyczsajam się do swoich pomysłów i lubię jak jest po mojemu.
-
2013/01/16 11:52:00
LALA.LU-- każdy pewnie tak ma z tym przyzwyczajeniem, ale odnoszę wrażenie, że ja mam tak bardziej niż inni :) uparta jak osiołek czasem ;)
Pomoc statystyka