Blog > Komentarze do wpisu

Weekend spokojny, acz pracowity. W sobotni wieczór zaczęłam żałować, że w niedzielę zaprosiłam na obiad zamiast na podwieczorek, bo najzwyczajniej nie miałam pomysłu co by tu zrobić na obiad. Miałam kilka opcji, ale jak się obejrzało siemset stron ze zdjęciami wykwintnych dań, to żadna moja opcja nie wydawała się dość dobra.

Ale w końcu udało się upichcić coś smacznego, nawet racuchy serowe jeszcze zdążyłam usmażyć. Juniorka była prawdziwym aniołkiem. Siedziała sobie cichutko przy kanapie, na miękkim dywaniku i bawiła się grzechotką zrobioną z pojemnika na cytrynę i dwóch kasztanków (bo takie zabawki są najlepsze, żadne kupowane! a jaka zabawa była z torebką ryżu!). Rozbawiła nas wszystkich, gdy po obiedzie dziarskim krokiem wybrała się do sypialni, gdzie leżała jej kurteczka, i nałożyła sobie czapkę i szalik, po czym wzięła w rękę buciki i stanęła przy drzwiach. Lokówka śmiejąc się próbowała jej wytłumaczyć, że są "w gościach" i nie wystarczy zjeść, trzeba jeszcze pobawić się, porozmawiać.
Ale najwyraźniej Juniorka ma tak wdrukowane poobiednie spacerki z babcią, że nie ma żadnych gości, był obiad, musi być spacerek.

Udało mi się przekupić Juniorkę kolejną zabawą - tym razem segregowałyśmy orzechy - na laskowe i włoskie. Przy okazji trenowała celność rzutów. Że szklany kielich to wytrzymał - jestem pełna podziwu.

I tylko żadnego filmu nam się jednak nie udało obejrzeć. Mała absorbuje, ale w ten pozytywny sposób. Po prostu jest tak kochana, tak urocza, takie minki robi, że nie sposób nie zwracać na nią uwagi.

No i cieszę się, że mamy plan na wspólny wyjazd. Wprawdzie na razie i tak trzeba poczekać "aż się ociepli" oraz na jakiś najbliższy "dłuższy weekend", ale grunt to mieć plan. Więc niech się Budapeszt szykuje na naszą wizytę.

poniedziałek, 02 marca 2015, kreseczka78

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Pomoc statystyka