Blog > Komentarze do wpisu
If you're going through hell - keep going!

Znowu taki moment mam, że za dużo się dzieje. To znaczy, dzieje się tyle, że nie mam czasu dla samej siebie, by na spokojnie pomyśleć, zobaczyć w kinie to, na co mam ochotę, spędzić z Juniorką czas albo z przyjaciółmi.

To minie, muszę tylko zacisnąć zęby i jakoś dotrwać do świąt. Dotrwać i nie zwariować. I jeszcze jakoś podzielić się obowiązkami kulinarnymi, wziąwszy pod uwagę fakt, że dzielić je muszę z mamą jedynie, bo Lokówka jest teraz karmicielem noworodka głównie i wiadomo jak to na początku jest.

I chociaż póki co nie wiem kiedy miałabym cokolwiek pichcić, to optymistycznie kupiłam już lukry i cukrowe posypki.

Nie za bardzo pamiętam jak mi minęły ubiegłoroczne święta (i coraz bardziej żałuję, że nie mam czasu tu notować swoich przemyśleń na bieżąco, bo jednak jak widać umykają mi one za szybko), ale chyba te będą mniej wesołe, przynajmniej dla mnie.
Gdy pojawiła się na świecie Juniorka, głowę miałam w sercu, pochłonięta byłam romansowaniem z Leszkiem. Tym razem jest mi zdecydowanie mniej wesoło, bo bardziej czuję, że Rodzicielka niespecjalnie jest zainteresowana tym co u mnie. Rozumiem to, naturalnie, bo drugi raz jest juz babcią, spełnia się w tej roli i jest szczęśliwa. Ale gdzieś tam przebijają mi się wspomnienia z dzieciństwa - nie sprawiam problemów, sama ich nie mam, to można mnie odstawić na bok. A w ewentualnych rozmowach ze mną mówić tylko o rodzinie mojego Brata.
Nawet Tulipan zwerbalizował, że mój Brat ma poukładane życie - praca, żona, dwójka dzieci, mieszkanie, względny spokój i upragniona stabilizacja. Prawda? Nie wiem czemu, ale czuję się, jakby mi trochę podciął skrzydła. Czyli to nawet z zewnątrz widać, że ja nie mam ani stabilizacji, ani szczęścia, ani poukładanego życia?
Tulipan to w ogole temat na osobny wpis, długi i pewnie emocjonalny jednak, więc niestety nie tym razem.

Cóż, ale może taka właśnie jest prawda. Nawet w pracy czuję, że brakuje mi teraz zrozumienia u ludzi, którzy rozumieć mnie powinni. Pewnie minie, jak zawsze, ale chwilowo jest to szalenie demotywujące.

I tak o, drogi pamiętniczku, dzień za dniem mi przez palce ucieka. Miałam się przez ostatni rok nauczyc grać na klarnecie, a nawet nie zadzwoniłam by umówić się na pierwszą lekcję. I zdrowie miałam dopilnować, tym bardziej, że jest czego, a też jakoś ciężko mi wizyty lekarskie między delegacjami wcisnąć.

Minie. Najdłuższa żmija mija. Przesilenie jesienne trzeba jakoś przetrwać i nie dać się zanurzyć w ten szary muł.

czwartek, 19 listopada 2015, kreseczka78

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: , 62.159.252.*
2015/11/24 08:11:09
Polecam Ci psychoterapie.
Pomoc statystyka