Blog > Komentarze do wpisu

Temat babci wciąż spędza sen z powiek. Niby jest zaopiekowana, niby wszystko ok (choć wiadomo, dni ma raz lepsze, raz gorsze, raz jest słodka jak babcia z obrazka, innym razem dostaje zastrzyki na uspokojenie), ale wciąż jest niepokój.

Martwię się ja i martwi się Rodzicielka. To na nią spadł ciężar rozmów z rodzeństwem, co łatwe nie jest. Niby ma wsparcie w starszej siostrze, ale ona też już podpytuje do kiedy babcia tam będzie albo sugeruje że na wiosnę babcię weźmie syn, potem młodsza siostra, później ona...

Finansowe obciążenie jest duże. Babci marna emerytura ledwo starcza na leki i pieluchy. A pobyt wraz z rehabilitacją kosztuje więcej niż średnia krajowa.
I już myśleliśmy, że uda się choć na rehabie zaoszczędzić, bo państwowy lekarz wyraził zgodę na tzw rehabilitację domową, ale za to zgody nie wyraził ośrodek.

Trzeba będzie próbować chyba szukać jakiegoś enefzetowego miejsca, bo kto wie ja długie życie pisane jest babci.

Gdy składałam jej urodzinowe życzenia, była pogodna i uśmiechnięta. Trochę tylko wycofana, ale to pewnie przez leki uspokajające.
- wiesz... ja to bym już chciała umrzeć... ja się męczę, wy się męczycie... - powiedziała po chwili

Tak sobie myślę, że ta starość to się naprawdę panu Bogu nie udała. Chciałoby się, żeby babcia mogła się cieszyć wnukami, dziećmi, wolnym czasem, a tu nie tylko zdrowie szwankuje, ale i głowa czasem odmawia posłuszeństwa.

Babcia się męczy, męczymy się my. Bo każdy telefon, każde jej gorsze samopoczucie to nerwy. Każde jej protesty, krzyki, że ją chcą otruć, otwieranie pampersa w poszukiwaniu nie wiadomo czego, to wszystko rozrywa w środku. Bo to przecież moja babcia. Ta, która mnie za rękę prowadziła na spacer, z którą po nocy gawędziłam w łóżku, ta która dawała w kość, ale przynajmniej świadomie. A teraz tak potrafi się pogubić...

Nie wyobrażam sobie tego, że babcia mogłaby w takim stanie wrócić do domu, do Rodzicielki. Wymaga już całodobowej opieki, czasem pielęgniarki na pstryknięcie palcem, właśnie po to, żeby podać zastrzyk wyciszający albo przeciwbólowy.

I martwi mnie to jak bardzo tym wszystkim przejmuje się mama. Tym jak to zorganizować, tym żeby były pieniądze na kolejną wpłatę. Męczy ją to, że musi prosić rodzeństwo o pomoc. I gnębią ją myśli, że oni teraz o niej myślą jak o niewdzięcznej córce, z którą matka całe życie mieszkała, pomagała, a jak nie może, to ją oddano jak popsuty telewizor.
A mama na dodatek z tym wszystkim sama jest. Tak to by choć z Ojczulkiem porozmawiała, wsparcie od niego dostała. Ja czy Brat też ją wspieramy, ale to przecież jest zupełnie co innego.

Chciałabym móc coś zrobić, żeby w tej sferze emocji coś zmienić. Wsparcie finansowe to nie wszystko. Nawet gdybym ja sama płaciła za wszystko, to problemy związane z emocjami pozostaną.

Ciężki czas.

poniedziałek, 22 lutego 2016, kreseczka78

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2016/02/22 17:53:03
Moja teściowa ma 4 rodzeństwa. Kiedy babcia niemęża złamała nogę i wiadomo było że już nie wstanie wszyscy się wypięli o teściowa została z tym całkiem sama. Babcia żyła tylko i aż 14 miesięcy. 14 miesięcy dramatu chorej osoby o której dzieci nie pamiętały w złej godzinie. Teściowej w opiece nad mamą pomagały koleżanki.
Także z rodziną to wiesz...
-
Gość: , *.094.219.pools.vodafone-ip.de
2016/02/22 19:11:31
Znam podobny przypadek jak ms.blond - z czworki rodzenstwa opiekuje sie jedna osoba i to od 20 lat, takze sluszie myslisz planujac dlugodystansowo. Trudno o rady, wiec zycze Ci sily dla samej siebie, Rodzicielki i Babci. Oby z czasem bylo Wam latwiej.
Pomoc statystyka