Blog > Komentarze do wpisu

Jestem sobie słomianą panną tymczasowo, jako że Tulipan wybył zagranicę. Jeszcze przed wyjazdem zdążyłam poznać część jego rodziny i byłam u Pani Matki w domu, oficjalnie, na obiedzie.
Chyba zostałam dość szybko zaakceptowana, skoro gdy tylko Tulipan wyjechał, to Pani Matka wpadła na pomysł, że skoro mam klucze od Tulipanowego rancza (które de facto rodzinne jest), to możemy się wybrać tam razem.
Tulipan zadzwonił do mnie i się kajał, że w sumie to on się wcześniej mnie nie zapytał, ale jeśli będę na działce, to może mogłabym i jego mamę zabrać...

Jako, że miałam podlać pomidory, powyrywać rzodkiewkę i sałatę, a jego mama niedawno zaliczyła bliskie spotkanie z glebą i nie może prowadzić samochodu (ale wiaderka z wodą przydźwigać może), to pomyślałam.. w sumie, czemu nie.

No i pojechałyśmy w weekend tam razem. Było fajnie, dość swobodnie się nawet czułam.
Aż do pewnego momentu- gdy ona poszła do rodziny, a chwilę potem przyszedł wujek Tulipana i kategorycznie oświadczył, że mam tam do nich dołączyć, bez dyskusji. Fortelu niezłego użył, żeby mnie z ogródka do bramy przywołać - wołał mnie i pytał, czy ten samochód przed bramą to na sprzedaż. Raz i drugi mu odkrzyknęłam przez pół pola, że nie, ale gdy mi kazał do bramy podejść to już się przestraszyłam, że może na jaką miedzę wjechałam, albo krzywo stanęłam i się obywatelski obowiązek w jakim sąsiedzie obudził.
Śmialiśmy się potem z tego wszyscy, a najbardziej jego żona, która stwierdziła, że widać nawet w tym wieku to on sobie "kobitę' raz dwa przygruchać może.
Ogarnęłam więc trochę roztrzepany włos oraz ręce wyjęte z ziemi i dołączyłam do reszty rodziny.
Przy stole było gwarno, ciocie, kuzynki szwagry, ich dzieci... Przedstawiłam się imieniem, ale dziwnie mi tam było, choć miło przecież.
Pewnie Pani Matka przedstawiła mnie wcześniej tej reszcie rodziny, która mnie jeszcze nie widziała. Mam nadzieję, ale i tak dziwnie mi było i już.
Chociaż samo spotkanie było naprawdę sympatyczne i czułam się niemal jak wśród swoich. Tyle, że bez Tulipana to byłam jak to piąte koło u wozu.

Wieczorem w rozmowie powiedziałam Tulipanowi, że rzucił mnie na głęboką wodę.
- co zrobisz... jak ci chłop do pracy wyjechał
- no, to niech ten chłop wraca!

Dobrze, że ten projekt już niedługo się kończy, tyle, że ja akurat wtedy wyjadę i będziemy mieć wspólny tylko 1 wieczór. Potem znowu wyjazd, na prawie 2tyg.

Źle tęsknotę znoszę. Ja bym już chciała lipiec mieć!

poniedziałek, 06 czerwca 2016, kreseczka78

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2016/06/06 19:51:24
pierwsze spotkania z rodziną faceta swojego zawsze są takie trochę..stresujące. Niebawem się rozkręcisz, wybierzesz sobie faworyta do lubienia i nielubienia i samo się potoczy.
Pamiętasz, jak ci rok temu groziłam, że ani się obejrzysz, a....
no i co?
prawie na gospodarstwie osiadłaś :-)))))Ogromnie się cieszę :-)
-
2016/06/07 09:52:22
Niesamowicie cieszę się, że twoja wiara w wasz związek okazała się słuszna. Tyle razy stawiałam na Tulipanie krzyżyk, a jestem naprawdę ukontentowana jak się w końcu znaleźliście w tej relacji.
Bądź szczęśliwa. A ja też źle znoszę tęsknotę. Raz S wybył na miesiąc za granicę i myślałam, że oszaleję z rozpaczy.
-
Gość: , *.188.107.pools.vodafone-ip.de
2016/07/20 21:06:43
Szkoda, ze tak rzadko piszesz...
Pomoc statystyka