Blog > Komentarze do wpisu
Requiem

Jakiś ten rok jest dziwny. Są radości, ale są i smutki. Przeplatają się w zasadzie od samego początku. Po bardzo trudnym i ciężkim kwietniu wyczekiwałam maja. Zwykle cały rok czekam na maj, kocham maj, uwielbiam, bo wszystko kwitnie, pachnie, obudziło się po zimie i żyje. Ale ten maj też jakiś nie mój.

I tak cieszę się, bo Tulipan wreszcie zaanektował półkę, szufladę i jeszcze parę innych mebli na swoje rzeczy, zwiózł sporą część garderoby i mówi już o moim domu per 'dom', dom do którego "wraca". Cieszy mnie to, bo jeszcze niedawno miałam w sobie dużo strachu, że po tym jak straciliśmy dziecko on się jakoś rakiem wycofa z tych decyzji, które wtedy podjął. Po chwilowych perturbacjach i wątpliwościach Tulipan swój plan jednak realizuje.

I pewnie cieszyłabym się tym jeszcze bardziej, gdyby nie to, że odeszła od nas babcia, mama mojego Taty. Cierpiała okrutnie, bo odkąd przeszła udar w zasadzie jej stan tylko się pogarszał. Na samym początku nie było jeszcze tak tragicznie, bo niedowład ustąpił, jedynie afazja dawała we znaki i irytowała babcię, która słyszała, że ust wypadają jej całkiem inne słowa niż te, które chce mówić. Jednak ostatnie 1,5-2lata były bardzo ciężkie. Babcia kompletnie przestała się komunikować, przestała mówić cokolwiek. straciła wzrok w jednym oku, zaczęła mieć poważne problemy z połykaniem, pojawiły się duże przykurcze, zaczęły się czepiać zapalenia płuc, odleżyny,...

Tak więc wiem, że teraz babcia ma wreszcie święty spokój, nic jej nie boli, jest sobie gdzieś, gdzieś razem z mężem i dwoma synami i mam nadzieję, że wreszcie jest szczęśliwa. Bo życie jej nie oszczędzało, o nie.

Gdy była niemowlęciem, zmarła jej mama. Ojciec wkrótce się ponownie ożenił, ale macocha była zupełnie jak z bajki o Kopciuszku. Tak też traktowała babcię. Ona i jej córki. Babcia mając 15 lat wyszła więc z domu, pomieszkiwała u cioć, trochę tu, trochę tam, najmowała się do pracy w polu, potem poszła pracować na budowie. I tam poznała dziadka, z którym wbrew wcześniejszym deklaracjom niczym ze ślubów panieńskich, ślub jednak wzięła. Urodziła i wychowała trzech synów, łącząc obowiązki matki i żony z pracą w polu (które było dobrych naście kilometrów od domu). I choć sama tego nie zaznała - ona serce miała dobre i otwarte dla wszystkich. Na 40m, w dwóch pokojach mieszkała ona z mężem i 3 chłopakami, zimą mieszkał także jej dziadek, a w międzyczasie pomieszkiwała jeszcze młodsza kuzynka. Potem przez prawie pół roku mieszkali moi rodzice razem ze mną, gdy przyszła zima stulecia i nie było jak wrócić po świętach do domu... I ja taki właśnie dom pamiętam - pełen ludzi, z otwartymi drzwiami, z garnkami pełnymi obiadu i z garem kompotu. Kompot pyszny był zawsze. W każdą niedzielę było też ciasto. Kiedy babcia na to znajdowała czas? Nie wiem. Bo ona jeszcze szyła na maszynie, robiła na drutach, dziergała szydełkiem koronki do pościeli, sukienek, nawet firanki zrobiła na szydełku! Była uparta i twarda. I diablo pracowita. Sama pamiętam wyjazdy na truskawki, na wykopki, sianie fasoli czy bobu. Potem jeszcze miała ogródek, niedaleko domu, a w nim i warzywa, i owoce, i całą masę kwiatów - bo kwiaty kochała, w domu też parapety się od doniczek uginały. I jeszcze wiara, którą w nas krzewiła. To ona zabrała mnie do Częstochowy, to ona przywoziła mi różańce, obrazki, uczyła nowych modlitw.
I jak się jej życie za to wszystko odwdzięczyło? Los znienacka zabrał jej męża, a potem przyniósł udar.
A gdy się nam zaczęło wydawać, że wreszcie się z tego jakoś wykaraskała, że mimo problemów z mową udało się znaleźć sposób na komunikację - to choroba zabrała jej syna, a mojego tatę. Zaś 4 lata później zmarł jej drugi syn, też po ciężkiej chorobie. Jakby tego było mało, najmłodszy syn też zaczął chorować na nowotwór, a jego żona zaczęła przegrywać walkę z SM. Czy dlatego babcia się w końcu poddała? Tego nikt nie wie...

Cieszę się, że tydzień przed śmiercią zdążyłam ją jeszcze odwiedzić. Że zobaczyłam jeszcze uśmiech w jej oczach. Że ją jeszcze uściskałam i ucałowałam.

Strasznie mi żal tej mojej babci... I strasznie mi przykro, że los i życie było dla niej aż tak niesprawiedliwe.
Mam nadzieję, że teraz sprawiedliwości staje się zadość i że teraz wreszcie w jakimś sensie jest szczęśliwa...

Ostatni raz żegnałam ją w moje urodziny, akurat tak się złożyło. I cały czas zastanawiałam się w jaki sposób mogłabym jej oddać hołd. I wymyśliłam. Wymyśliłam, że na stypie nie będziemy dzielić na czworo nieszczęść, które babcię spotkały. Babcia zwykle jednoczyła rodzinę, więc postanowiłam, że my teraz porozmawiamy ze sobą właśnie o rodzinie.
Przygotowałam ogromne drzewo genealogiczne babcinej rodziny, powiesiłam na ścianie i w pewnym momencie zabrałam głos. Wspomniałam babcię, to jakim otwartym i rodzinnym człowiekiem była, jak gromadziła nas wszystkich przy domowym ognisku - nas, rodzinę bliższą i dalszą, sąsiadów, ich dzieci... Zachęciłam wszystkich do wprowadzania korekt i uzupełniania drzewa, podsyłania zdjęć. W zamian obiecałam podzielić się ze wszystkimi efektami tej pracy.

Niesamowite było to, że gdy ja mówiłam o babci, tyle osób potakiwało głową. Pamiętam łzy w oczach synowej sąsiadki mieszkającej obok babci, co było dla mnie pewnym zaskoczeniem, bo przecież to nie rodzina... Ale babcia taka właśnie była. Nie ważne kto potrzebował pomocy, nie ważne kto był głodny. Wystarczyło otworzyć drzwi i wejść. Usiąść do stołu, pogadać.

I teraz sobie myslę, że tak samo wychowała swoich synów. Bo przecież Ojczulek miał podobny charakter. Pomagał ludziom, którym w zasadzie nie musiał. Robił rzeczy, o które nikt go nie prosił, ale on czuł, że komuś coś będzie potrzebne. I to poszanowanie rodziny. Trochę to było takie staroświeckie, ale pamiętam jak Ojczulek mnie ścigał za zakładanie spodni na duże rodzinne uroczystości. Skoro były święta czy imieniny babci albo dziadka - musiała być spódnica albo sukienka.

Skąd oni brali na to siłę?
Ja po pracy wracam do domu i zmęczona jestem, sił brakuje na posprzątanie domu, czasem na gotowanie. A babcia? Spracowana fizycznie, dalej pracowała ciężko w domu. Bo trzeba było oprać 4 facetów, nagotować im jedzenia, a potem jeszcze dziergała, prasowała...

Boże, daj mi taką siłę.

czwartek, 01 czerwca 2017, kreseczka78

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2017/06/01 08:49:25
bo ci ludzie ze wsi tak mają, jak u mnie w rodzinnym domu. Tam natura wymusza konieczność zrobienia na czas, my możemy sprzątanie zostawić na jutro, i wtedy zbiera się to cale zmęczenie, znużenie.
-
2017/06/02 08:44:19
Jesteś silna. Prawdopodobnie dużo bardziej niż myślisz. Tylko nie zdajesz sobie sprawy.
-
Gość: , *.188.107.pools.vodafone-ip.de
2018/03/13 22:15:29
Mam nadzieje, ze utulilas w sobie smutek, czas choc odrobine Ci pomogl i pewnego dnia pojawia sie kolejne wpisy.
Pomoc statystyka